środa, 20 stycznia 2016

"W otchłani" Beth Revis


Siedemnastoletnia Amy dołącza do swoich rodziców jako zamrożony ładunek na pokładzie ogromnego statku kosmicznego "Błogosławiony" i sądzi, że obudzi się na nowej planecie za trzysta lat. Nigdy nie przypuszczałaby, że jej drzemka skończy się o 50 lat za wcześnie i że będzie zmuszona żyć w wymagającym odwagi i uporu świecie statku kosmicznego, który rządzi się swoimi prawami.

Amy szybko zdaje sobie sprawę, że jej pobudka nie była żadną awarią komputera. Ktoś z kilku tysięcy mieszkańców statku próbował ją zabić. I jeśli Amy nie zrobi czegoś i to szybko, jej rodzice będą następni.Teraz Amy musi spieszyć się, aby rozszyfrować ukryte sekrety statku "Błogosławiony". Lecz wśród jej listy podejrzanych morderców jest tylko jeden, który naprawdę się liczy: Starszy, przyszły dowódca statku i miłość, której nigdy by nie przewidziała.


Do przeczytania "W otchłani" zachęciła mnie dosyć wysoka ocena tej książki na portalu lubimyczytac.pl oraz piękna, co by nie było, okładka, która urzekła mnie od samego początku. Generalnie, nie przepadam za książkami z akcją rozgrywającą się w przestrzeni kosmicznej, a co więcej, no przyznajmy szczerze, gdy książka nie jest dobrze napisana, nie ważne jakiego byłaby gatunku, po prostu odechciewa nam się ją czytać. Tak własnie było w przypadku powieści Beth Revis, której kolejne części pozostaną dla mnie tajemnicą, ponieważ nie "W otchłani" w ogóle do mnie nie dotarła.

Główna bohaterka Amy to 17-letnia dziewczyna z burzą ognistorudych włosów, której świat dał wielkiego kopniaka uwalniając ją przedwczesne z komory kriogenicznej, w której miała hibernować przez 400 lat. Chociaż, to wcale nie kopniak od świata, a od jednego z członków załogi statku, bo przecież nikt z zewnątrz, z otchłani wszechświata nie mógłby tego zrobić, prawda? Amy jest odważną osobą, jednak w niektórych sytuacjach wydała mi się aż śmiesznie nieporadna, zachłanna, przewrażliwiona i emocjonalnie nastawiona do pewnych rzeczy. Nie mówię, że to źle, jednak mnie osobiście zaczęła po pierwszych kilkudziesięciu stronach działać na nerwy. W sumie, nie tylko ona. Starszy również nie stał się dla mnie wzorem do naśladowania, czy postacią, którą uważałabym za godną podziwu. To zadufany w sobie, prostolinijny, niekonsekwentny 16-latek, który ma w przyszłości objąć panowanie nad "Błogosławionym" w roli Najstarszego. Nie podobała mi się jego kreacja, ponieważ albo był wypruty z emocji i niczym się nie przejmował, albo nad wyraz podkreślane były jego niektóre ekscesy. Pozostałe postacie niby są ważne dla całego utworu, a tak naprawdę nic nowego do niego nie wnoszą. Najstarszy, który miał być okrutnym tyranem, w moim przekonaniu nie spełnił swojej roli w najmniejszym stopniu, był jaki był, ale powiedzmy sobie szczerze, nawet nie sprawił, żebym go znielubiła, a już co więcej znienawidziła. 

Sama fabuła nie jest za bardzo pomysłowa, ogromny, dryfujący we wszechświecie statek kosmiczny, który ma w przyszłości być zaczątkiem nowej cywilizacji, walka o władzę, wątek miłosny, tragiczny, przeplatanie śmierci i życia, bohaterowie różniący się poglądami. Tak jest prawie w każdym filmie lub książce o podobnej tematyce, której autor/reżyser nie bardzo się wysilił na oryginalność. Ja wiem, że jestem dosyć cięta na tą książkę, jednak nie dała mi ona niczego, czego się po niej spodziewałam, dosłownie, czytałam ją tylko dlatego, że nie lubię zostawiać niedokończonych książek. Perypetie Amy na statku, jej powiązania z mieszkańcami "Błogosławionego" nie były ani ciekawe, ani wciągające, a już na pewno niczego mnie nie nauczyły. 

Podsumowując, uważam książkę za nie wartą czasu, który nad nią poświeciłam. Czytanie jej zajęło mi 2,5 dnia i było to chyba najdłuższe 2,5 dnia mojego życia. Nie wiem, dlaczego "W otchłani" jest przez tak wiele osób dobrze oceniana, może ktoś, kto ją już czytał podzieli się ze mną swoimi wrażeniami? Osobiście, nie polecam jej nikomu, chyba że ktoś ma za dużo wolnego czasu i chce przeczytać bardzo lekką i prymitywną lekturę o przygodach we wszechświecie i zapoznać się ze stosunkowo młodą na rynku pisarskim autorką. Cieszę się, że mam ją już za sobą i od razu zabieram się za kolejną książkę, aby o niej szybko zapomnieć. 

OCENA : 3/10

Książka bierze udział w wyzwaniu Young Adult organizowanego przez Anię D. z bloga Piżama w koty :)

21 komentarzy:

  1. Widziałam tę książkę w biedronce, za grosze. Dobrze ze jej nie wzięłam ,po co się męczyć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, ja się cieszę, że mam ją z wymiany, a nie wydałam na nią pieniędzy :D

      Usuń
  2. Wystarczyło, że przeczytałam opis i już wiedziałam, że to nie dla mnie. Zupełnie nie moje klimaty, a skoro jest dodatkowo źle napisana to już całkowicie nie ma o czym mówić...

    http://wielopasja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam nadzieję, że te wszystkie dobre opinie wystarczą żeby zatuszować również nie do końca moje klimaty, ale jednak to nie wystarczyło... Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Długo już czekam aż się wezmę za te książkę twoja recenzja przypomniała mi o niej w tym roku chce ją bardzo przeczytać bardzo ładna okładka ;D pozdrawiam cieplutko
    http://wiktoriaczytarazemzwami.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może tobie się spodoba, każdy ma prawo w końcu do własnego odbioru. Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Chciałam tę książkę przeczytać, ale teraz już sama nie wiem czego chcę. Okładka jest śliczna, ale dla samej oprawy graficznej nie kupię książki :P
    Dzięki za ostrzeżenie :)
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według mnie nie warto, też skusiłam się okładką, ale bardzo tego żałuję :) Pozdrawiam!

      Usuń
  5. W sumie przeczytałam same takie recenzje tej książki. Gdyby nie ta świetna okładka to już bym dawno sobie ją wybiła z głowy. A tak mnie kusi... I pewnie będę sobie później pluć w brodę :D!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze można pożyczyć z biblioteki, przynajmniej pieniądze nie pójdą w błoto :) Pozdrawiam!

      Usuń
  6. A wszyscy tak polecają :/ Cóż, okładka piękna, ale treść też się liczy :/ Pozdrawiam ;*

    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie, bez tresce, książka jest nic nie warta :)

      Usuń
  7. To i tak nie moja bajka, ale okładka może skusić ;) Szkoda, że zmarnowałaś cenny czas, ale cóż czasem i tak bywa :) Ja z pewnością nie sięgnę :) Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  8. To i tak nie moja bajka, ale okładka może skusić ;) Szkoda, że zmarnowałaś cenny czas, ale cóż czasem i tak bywa :) Ja z pewnością nie sięgnę :) Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu człowiek uczy się na błędach, prawda? :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Kiedyś bardzoooo chciałam poznać tę ksiażkę... Ale teraz już mnie do niej kompletnie nie ciągnie. Czuję, że bym się tylko rozczarowała :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co się męczyć, według mnie nie warto ;)

      Usuń
  10. A okładka naprawdę mogłaby mnie zmylić. Nie warto takowym ufać. Dobrze, że przeczytałam tę recenzję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego muszę wreszcie przestać oceniać książki po okładce, bo to się rzadko sprawdza :D

      Usuń
  11. Mi także książka się nie spodobała. Choć oceniłabym ją trochę wyżej niż ty ;) Dobrze, że wypożyczyłam ją z biblioteki, a nie kupiłam
    Pozdrawiam

    http://wszystkocowiemoksiazkach.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam ją z wymiany, ale i tak wolałabym gdyby była książką biblioteczną, bo poświęciłam inną w zamian za nią :D

      Usuń